During my visit at the grand opening of CHANEL beauty butique in Warszawa, I had a chance to see the beautiful RED edition of the classic CHANEL N°5 and it’s younger version CHANEL N°5 L’eau. It is absolutely gorgeous!
Now, before anything else, red is a color I use very moderately. It’s almost solely reserved for nails, lips, dessous and… wine. You won’t see much (any?) red in our home, and I almost never buy (or get) red flowers. Every year, around Christmas, I speculate if I should get a red sweater, but never do anyways. It would be a pity to have it hidden in the closet for over 11 months in a row. I hope that you can see that me and red have a very special relationship. Still, when I saw the RED limited edition of my beloved (since the day it first came out last year) CHANEL N°5 L’EAU, I knew that I wanted it in my life. Badly.
And I got the bottle. Just not this one :)
Limitowana edycja CHANEL Red i moja droga do CHANEL N°5
Podczas mojej niedawnej wizyty na uroczystości otwarcia butiku CHANEL w Warszawie, miałam okazję zobaczyć jedną z absolutnych nowości – czerwone flakony perfum CHANEL N°5, oraz młodszej, lżejszej wersji CHANEL N°5 L’eau. Są piękne!
Zanim przejdę do dalszej części tego o czym chcę pisać, muszę wspomnieć o moim stosunku do czerwieni, którą stosuję z wielkim umiarem. W zasadzie kolor ten ogranicza się u mnie do paznokci, ust, bielizny i… wina. Nie znajdziecie u nas w domu wielu (żadnych?) czerwonych dekoracji czy dodatków. Co więcej, prawie nigdy nie kupuję (ani nie dostaję) czerwonych kwiatów. Jak sami widzicie ja i czerwień mamy dość specjalny “związek”. Mimo to, kiedy zobaczyłam nowy flakon z moim ukochanym od dnia premiery zapachem CHANEL N°5 L’EAU, wiedziałam, że bardzo chcę go mieć, gdyż jest po prostu przepiękny.
I mam… ale nie do końca właśnie ten :)
For my entire life, I never understood the magic of CHANEL N°5. My mom always smelled nice as she used to be spoiled with perfume by my dad, just never this one. When in high school, I used to “steal” some of my mom’s perfume and was often complimented at school. Years later I found out that mom knew it all the time.
When I was a teenager and we started sharing thoughts on feminine subjects like cosmetics and fashion, more than once we discussed how the famous N°5 never was our thing. Well…
Last spring, I heard about the new, lighter version of THE FIVE and how it was made for the “next generation”. Lighter, brighter, simply younger. I liked its description from the press news and I guess I was the first woman in Warszawa who bought the CHANEL N°5 L’EAU. I knew the exact day of the premiere and went straight to the CHANEL stand 10:00 sharp, in the minute of opening, to get my L’EAU. It’s been without a doubt, my most used scent of 2017 and 2018. I have it in Eau de Toilette, all-over spray, and even the hand balm.
Nigdy nie rozumiałam fenomenu CHANEL N°5. Odkąd pamiętam, moja mama zawsze pachniała bardzo ładnie, a Tata od czasu do czasu rozpieszczał ją pięknymi flakonami perfum. Kiedy byłam w liceum, po kryjomu podbierałam Mamie zapachy. Dopiero po latach okazało się, że cały czas o tym wiedziała.
Gdy byłam nastolatką rozmawiałyśmy o kosmetykach, perfumach czy modzie. Kilka razy rozmowa zeszła na “piątkę” i Mama, podobnie jak ja, wyraźnie nie była jej fanką.
Wiosną zeszłego roku, kiedy marka CHANEL ogłosiła premierę nowej, odświezonej wersji “piątki”, czytałam o niej z zainteresowaniem. Woda CHANEL N°5 L’EAU miała być lżejsza, “jaśniejsza” i ogólnie “młodsza”, skierowana do kolejnego pokolenia kobiet. Byłam chyba pierwszą osobą, która kupiła ten zapach w Warszawie. Wiedząc dokładnie kiedy ma się pojawić w perfumerii, weszłam w minucie otwarcia i od drzwi skierowałam się na stoisko CHANEL. Od tamtego dnia, N°5 L’EAU to najczęściej używany przeze mnie zapach. Zresztą mam go nie tylko w wesji Eau de Toilette, ale również w postaci spray’u do ciała czy kremu do rąk.
This is why, it was absolutely understandable, that when I saw the new, iconic bottle in the beautiful, rare red color, I instinctively felt a desire to get it in my favorite version of L’EAU. It is, after all, the exact same perfume, only in the limited edition bottle. With that in mind, I also reached for the CHANEL N°5, as if I was just to remind myself how it wasn’t my thing and… I went speechless. I have no idea what happened there, but it was as if all I ever felt for this scent was gone and the only thing I felt when smelling it, was a pure bliss.
So maybe it is true that you just have to grow up to some things. Or, that constant dripping wears the stone. I don’t know. I am sure that all those days wearing the light-spirited L’EAU prepared me and my senses for this “brand new” discovery. So now, I do own, my very first CHANEL N°5 in the most beautiful red gem of a bottle.
Dlatego właśnie, kiedy zobaczyłam na żywo ten piękny czerwony flakon, z miejsca zapragnęłam mieć go w wersji L’EAU. Limitowana edycja ogranicza się bowiem jedynie do koloru butelki, podczas gdy zawartość jest taka sama jak w klasycznych flakonach z bezbarwnego szkła. Myśląc o tym ile radości przyniesie mi nowy nabytek, sięgnęłam jeszcze po klasyczną wersję CHANEL N°5. Zupełnie tak, jakbym chciała sobie przypomnieć dlaczego nigdy mnie nie interesowała. Powąchałam i… zamarłam. Był zupełnie inny niż go pamiętałam. Piękny.
Może to więc prawda, że do pewnych rzeczy trzeba dojrzeć. A może dowód na to, że kropla drąży skałę? Bez wątpienia, miesiące mojej bliskiej przyjaźni z lekkością zapachu L’EAU przygotowały mnie i moje zmysły na to “zupełnie nowe” odkrycie. I tak oto jestem właścicielką mojej pierwszej buteleczki CHANEL N°5 i to w czerwonej odsłonie, którą uwielbiam.
copyright Kasia Rutkowiak | My Full House | any unauthorized use prohibited
There are still some red beauties left in stores if you hurry! It’s a great moment to stock up on your favorite scent. Or discover it.
W perfumeriach wciąż jeszcze znajdziecie flakony w limitowanej edycji, warto więc uzupełnić zapas tych niezwykłych zapachów. Albo je odkryć.
Love the red bottle! So beautiful! I need one in my life too
Aż sama nie wiem co bardziej mi się podoba – czy przezroczysta czy czerwona buteleczka – na Twoich zdjęciach każda jest prześliczna!
Piękna buteleczka choć „5” to tez nie moja bajka. Ale spróbuję tę drugą wersję – a nuż! ;) Czerwień będzie cudownie wyglądać na toaletce
Ale cudo!
Dziękuję za ten wpis! Po nim pojechałam do sklepu i też już mam swoją czerwoną buteleczkę number 5, a ze mną i moja przyjaciółka. Zapach szlachetny a flakon jak marzenie, wszystkie inne poszły do szuflady.